[ * ] [ 3 / b / cp / r+oc / waifu / wiz ] [ btc / c / c++ / fso / h / kib / ku / lsd / psl / sci / trv / vg ] [ a / ac / fr / hk / lit / mu / tv / x ] [ med / pr / pro / psy / sex / soc / sr / fa ] [ chan / meta / rcp ] [ szukaj ] [ Chan Wiki ]

/lit/ - Literatura

Nazwa
E-mail
Temat
Komentarz
Plik
Osadź
Hasło (do usuwania postów)

Regulamin | TOR | IRC | CyTube | Komturcode | Online: | Aktywne fredy: | Aktywne boardy:

File: 60318e8585f39.vichan.png (429,72 KB, 664x874, Rimbaud.png) ImgOps Google

 No.16

poeci dla anona- poeci wyklęci nitka zapierdalaj
na początek może coś mało wyszukanego, może dość znanego, ale na pewno wpasującego się w czanowy humor: Andrzej Bursa

Modlitwa dziękczynna z wymówką


Nie uczyniłeś mnie ślepym
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie dziecięciem alkoholika
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie wodogłowcem
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie jąkałą kuternogą karłem epileptykiem
hermafrodytą koniem mchem ani niczym z fauny i flory
Dzięki Ci za to Panie

Ale dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem?

 No.17

Krzysztof Szufla - Do piekarzy

Gdzie dwa z koroną lwy,
a wewnątrz precel przebity podwójnie szablami.
Tam na pewno Mistrz Piekarniczy,
piecze złocisty chleb w piekarni.

Miesi więc na razowy ciasto,
z żytniej dwa tysiące i wody.
Lecz to nie jest jeszcze wszystko,
bo dopiero połowa pierwszej fazy.

Wiedz, że konsystencja o ósmej trzydzieści, jest trochę sztywniejsza,
i trzy i pół godziny fermentacja trwać będzie.
Dopóty się w dwudziestu ośmiu stopniach Celsjusza,
Śluzy nie rozpuszczą wszędzie.

Teraz faza druga,
i drożdży sześć dziesiątych kilograma.
Dodać trochę do tego,
by coś wyszło z formu, co w kotle był od rana.

Gdy o piętnastej brak kwasu pełnego,
wsyp pięć deko „Topsauera”.
To dla spokoju pewnego,
całe szczęście, że to nie kamienia łupanego era.

Jak się kończy proces technologiczne,
wymyślony przez piekarzy wspaniałych?
Fermentacja piętnaście minut i przebicie.
Ciasto do pieca w foremkach,
i chlebek już piękny w sklepach widzicie.

 No.18

997 ten numer to kłopoty
Gdy wydarzy się incydent to pojawia się konfident
Dzwoni 997 i wszystkich sprzedaje
Przyjeżdżają kurwy, menty, jebane suki
Śmiecie, psy, pierdolone kupy gówna
Wygarnąć do nich z gana, to moje marzenie
Pierdole konsekwencje, areszty i więzienie
Jak siedzieć to kurwa za coś konkretnego
Sprzątnęłeś psa, nie pierdolisz się kolego
Lądujesz w areszcie, masz ich wszystkich w dupie
Pierdolimy policję i trzymamy się w kupie
To jest nasza siła, potęga, moc i chwała
Każdy ze Slums Attack nienawiścią do nich pała
Kurwa w mundurze to nasz największy wróg
Nienawidzę ich jak mogę i pluję im w mordę
Ściągają cię z ulicy, oskarżają o zbrodnie
Popychają cię pod ścianę, obszukują kurtkę, spodnie
Słuchasz ich uważnie, wysłuchujesz te plugastwa
Każdy taki pies to jebany pederasta(UŻYTKOWNIK ZOSTAŁ ZBANOWANY ZA TEGO POSTA)

 No.19

File: 60380b7688050.vichan.jpg (1,1 MB, 1920x1080, samobieżny w kadłubie.jpg) ImgOps Exif Google

Doktor C bogacz i cudotwórca
a wszystko o własnych siłach
(trudne dzieciństwo o własnych siłach
gimnazjum o własnych siłach
medycyna o własnych siłach
willa wygodniejsza niż niebo
i dwa samochody piękniejsze niż
gwiazdy
też o własnych siłach)
kolekcjonuje kadłubków
takich frajerów bez rąk i nóg
ma ich 22
czyli dwie jedenastki
i powiada
hopla chłopcy dziś uczymy się grać w piłkę nożną
- nie mamy nóg – chrypią ci abnegaci
- e bzdura – marszczy się doktor
ja szedłem przez życie o własnych siłach
o własnych siłach cuda zdziałać można
i mruga na pielęgniarza wysłużonego ex-sierżanta

pół roku trwały treningi w sanatorium za kolczastym
drutem

ja nie wiem czy wyrosły im nogi
nie wiem jak to się stało
ale widziałem ich wiosenny mecz
grali chłopczykowie w football że ha.

 No.21

poemat prozą od charlesa baudelairea

Pod rozległym szarym niebem, na rozległej pylastej równinie, bez dróg, bez trawy, bez śladu ostu, bez śladu pokrzywy, napotkałem grupę ludzi, którzy wędrowali gdzieś przygarbieni.

Każdy z nich dźwigał na plecach wielką Chimerę, tak ciężką jak wór mąki czy węgla albo ekwipunek rzymskiego piechura.

Ale potworna bestia bynajmniej nie była bezwładnym brzemieniem; przeciwnie, oplatała i ściskała człowieka swoimi giętkimi i potężnymi łapami; spijała się w pierś swego rumaka parą ogromnych pazurów; jej fantastyczny łeb wznosił się ponad ludzką twarzą jak odrażający szyszak, podobny tym, których antycznie wojownicy używali dla spotęgowania strachu nieprzyjaciół.

Zwróciłem się do jednego z tych ludzi i zapytałem, dokąd tak idą. Odpowiedział mi, że nie ma pojęcia, ani on, ani jego towarzysze, ale że z pewnością dokądś idą, czują bowiem nieodpartą potrzebę wędrowania.

Osobliwość godna uwagi: żaden z idących nie wyglądał na niecierpliwionego obecnością dzikiej bestii uczepionej jego szyi i przylepionej do pleców; wydawało się, że uważa ją za część siebie samego. Na ich zmęczonych i skupionych twarzach nie było nawet cienia rozpaczy; pod spliniczną kopułą nieba, ze stopami zanurzonymi w kurzu równiny, równie beznadziejnej jak niebo, szli ze zrezygnowanym obliczem skazanych na wieczną nadzieję.

Cały orszak przeszedł koło mnie i rozpłynął się w powietrzu na widnokręgu, tam gdzie zakrzywiona powierzchnia planety wymyka się ciekawości ludzkiego wzroku.

Przez kilka sekund uparcie chciałem zrozumieć tę tajemnicę; ale wkrótce spadła na mnie nieprzezwyciężona Obojętność, przytłaczając mnie ciężarem jeszcze większym niż tamtych ich miażdżące Chimery.

 No.22

Bruno Jasieński

But w butonierce


Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach,
Teraz jestem słoneczny, siebiepewny i rad.
Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach,
Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat.
Nie zatrzymam się nigdzie na rozstajach, na wiorstach,
Bo mnie niesie coś wiecznie, motorycznie i przed.
Mijam strachy na wróble w eleganckich windhorstach,
Wszystkim kłaniam się grzecznie i poprawiam im pled.
W parkocieniu krokietni — jakiś meeting panieński.
Dyskutują o sztuce, objawiając swój traf.
One jeszcze nie wiedzą, że, gdy nastał Jasieński,
Bezpowrotnie umarli i Tetmajer i Staff.
One jeszcze nie wiedzą, one jeszcze nie wierzą.
Poezyjność, futuryzm — niewiadoma i X.
Chodźmy biegać, panienki, niech się główki oświeżą, —
Będzie lepiej smakować poobiedni jour-fixe.
Przeleciało gdzieś auto w białych kłębach benzyny,
Zafurkotał na wietrze trzepocący się szal.
Pojechała mi bajka poza góry doliny
I nic jakoś mi nie żal, a powinno być żal…
Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.
Same nogi mnie niosą gdzieś — i po co mi, gdzie?
Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE,
Tym co za mną nie zdążą echopowiem: — Adieu! —

 No.33

Wojaczek

Cho­dzę i py­tam: gdzie jest moja szu­bie­ni­ca?
W czy­im ogro­dzie, w ja­kim le­sie ro­śnie?
Na ja­kiej mie­dzy pa­sie cień ko­bie­cy?
Na któ­rym ryn­ku świą­tecz­ną cho­in­kę?
W ja­kim po­ko­ju zwie­sza się nad sto­łem
Uprzej­ma pę­tla, bym ją szy­ją prze­tkał?
Na ja­kich scho­dach na­resz­cie ją spo­tkam?
Na któ­rym pię­trze sznur sobą wy­prę­żę?
W któ­rej to stro­nie gło­wę ku niej skło­nię?
W ja­kiej piw­ni­cy, ha­ła­sie czy ci­szy?
Na ja­kim stry­chu, ciem­nym albo wid­nym?
W ja­kim kli­ma­cie, go­rą­cym czy



[Powrót][Do góry] [Catalog] [Post a Reply]
Usuń post [ ]
[ * ] [ 3 / b / cp / r+oc / waifu / wiz ] [ btc / c / c++ / fso / h / kib / ku / lsd / psl / sci / trv / vg ] [ a / ac / fr / hk / lit / mu / tv / x ] [ med / pr / pro / psy / sex / soc / sr / fa ] [ chan / meta / rcp ] [ szukaj ] [ Chan Wiki ]